herb Gminy Dębe Wielkie
facebook

Aleksandrówka / zabytkowy Dworzec PKP Dębe Wielkie

II wojna światowa 1939

Zdjęcie budynku kolejowego w Dębem Wielkim.

Kolej została wybudowana w latach 1866–1867 przez Towarzystwo Drogi Żelaznej Warszawsko-Terespolskiej (212 km toru) z inicjatywy przedsiębiorcy i bankiera Leopolda Kronenberga. Była to – po Kolei Warszawsko-Wiedeńskiej i Kolei Warszawsko-Petersburskiej – trzecia linia, która powstała na terenie Królestwa Polskiego, uruchomiona została 27 września 1866 r.

Na trasie Warszawsko Terespolskiej drogi żelaznej wybudowano następujące stacje: Praga, Miłosna, Mińsk, Mrozy, Kotuń, Siedlce, Łuków, Międzyrzec, Biała, Chotyłów i Terespol oraz przystanki w Dębem Wielkim i Szaniawach. Wszystkie stacje i przystanki posiadały po jednym budynku i jednym peronie dla pasażerów.

Niestety budynek kolejowy w Dębem Wielkim spłonął w wyniku pożaru, powstałego z iskry z parowozu, 13 maja 1909 r. W lecie 1910 r. rozpoczęto zwożenie materiałów na nowy budynek piętrowej poczekalni dla oczkujących pasażerów, lecz z rozpoczęciem budowy nie śpieszono się, choć Dębe Wielkie należało wówczas do jednego z najbardziej ożywionych przystanków kolei Warszawsko-Terespolskiej. Z czasem budowa ruszyła. Wybudowano budynek stacyjny oraz rampę osobową. Otwarcie nastąpiło jesienią 1912 r.

W rejonie stacji kolejowej Dębe Wielkie we wrześniu 1939 r. miały miejsce tragiczne wydarzenia. 10 września na torach kolejowych na odcinku Dębe Wielkie – Mińsk Mazowiecki wytworzył się olbrzymi zator. Pociągi jadące w kierunku wschodnim utknęły z powodu awarii pomp w Mińsku Mazowieckim. Z tego też powodu, nie było wody dla parowozów.

W zatorze utknął między innymi pociąg pancerny „Piłsudczyk”, który stał w pobliżu stacji Dębe Wielkie. Postój trwał już kilka godzin, lecz nie było widać żadnych szans na rozładowanie zatoru. W godzinach popołudniowych „Piłsudczyk” stał się celem ataku niemieckich samolotów Luftwaffe. Samoloty zrzuciły na stację małe bomby, a następnie ostrzelały zgromadzone pociągi z działek i karabinów maszynowych. Skład bojowy bronił się ogniem skierowanych pod najwyższymi kątami haubic. Podmuch eksplodującej bomby wyrzucił z szyn czołową platformę. W tym samym czasie, ku ogólnej radości załogi jedna z maszyn nieprzyjaciela, rażona bliskim wybuchem szrapnela, zaczęła dymić i szybko odleciała. Pozostałe tym zacieklej atakowały praktycznie bezbronną część gospodarczą pociągu pancernego. Wielu żołnierzy szukało schronienia na pobliskim polu razem z ludnością cywilną. Reszta pozostała w pociągu. Maszynista St. Solarz schronił się pod tendrem. Pociski działek bez trudu przebijały dachy i ściany wagonów. Uwagę lotników niemieckich przyciągał głównie parowóz i stojąca za nim pusta cysterna przeznaczona na wodę. Niemcy prawdopodobnie uważali, że to zbiornik paliwa. Pozostała w pociągu załoga uniknęła strat. Natomiast wśród ludności cywilnej i piechurów szukających ratunku na polu były ofiary śmiertelne.

Po nalocie w kotle parowozu naliczono 16 przestrzelin. Przedziurawiona cysterna nie nadawała się do użytku. Żołnierze jednak natychmiast przystąpili do naprawy szkód. Wykolejoną platformę ustawiono ponownie na torze, cysternę odczepiono od składu, a uszkodzony parowóz zastąpiono innym, który odczepiono od porzuconego transportu.

Należy wspomnieć o harcerzach, którzy pomagali opatrywać rannych. Otóż 6 września 1939 roku, zgodnie z apelem radiowym, harcmistrz Zeus, czyli Leszek Domański, który pełnił obowiązki zastępcy naczelnika harcerzy, zebrał alarmowo warszawskie harcerstwo i wyruszył z Warszawy na wschód. Chłopcy byli w wieku przedpoborowym. Wśród harcerzy była też 23 drużyna Buki, do której należeli między innymi Aleksy Dawidowski (Glizda), Jan Bytnar (Rudy), Tadeusz Zawadzki (Zośka), znani z „Akcji pod Arsenałem”. Tego właśnie dnia harcerze znaleźli się pod Dębem Wielkim. Przechodząc koło toru kolejowego, ujrzeli przeraźliwy obraz: potrzaskane, wykolejone, dymiące wagony. Wkoło setki ludzi krzątających się nerwowo. Mnóstwo rannych. Ciała zabitych leżące we krwi. Znikąd nie widać pomocy i ratunku. Na szosie biegnącej równolegle z torem kolejowym przejeżdżają samochody i wozy konne, lecz nikt się nie zatrzymuje. W między czasie gdy oddziałek Buków rozproszony wśród rannych robi im najpilniejsze opatrunki, Alek Dawidowski próbuje na szosie zatrzymać samochód. Gdy nie zatrzymały się kolejno dwa samochody i wóz konny, grupa harcerzy wybiegła na szosę i zablokowała przejazd. Przejeżdżający samochód ciężarowy nie mając wolnej drogi, musiał się zatrzymać. Gdy ciężarówka zatrzymała się, Alek kazał natychmiast wszystkim wysiąść, a szoferowi nakazuje zabrać rannych z pociągu. Szofer chwilę się waha, gdyż polecenie wydaje harcerz a nie wojskowy. Gdy zobaczył jednak zdecydowaną postawę harcerzy, wysiadł z szoferki. Podróżni również opuścili samochód. Nagle nastrój egoizmu i oporu radykalnie się zmienił w nastrój współdziałania i pomocy. Już nie tylko harcerze zatrzymują samochody i wozy konne ale i ich przygodni pomocnicy z ciężarówki , którą zatrzymali. Nagle nie wiadomo skąd, zjawił się na torach młody podchorąży w stopniu plutonowego. Stanowczym głosem zwoływał wszystkich młodych mężczyzn. W jednej chwili znalazło się koło niego ze trzydziestu ludzi, których torowiskiem poprowadził truchtem, w kierunku wagonów. Dobiegając do wagonów bez żadnych wyjaśnień wiedzieli co należy robić. Wagony wyglądały tak, jakby po nich przejechał gigantyczny zgniatacz. Załamane dachy, wgniecione ściany, szkło zgrzyta pod nogami, rozczepione deski i podarte blachy sterczą na wszystkie strony, dalej wagon stoi w poprzek toru, przygnieciony, jak w obcęgach między sąsiadami. Między tym wszystkim krwawiące ciała martwych i rannych ludzi. Wyciąganie ciał zabitych, opatrywanie rannych i ich transport do szpitala trwa do późnych godzin wieczornych. [1]

[1] B. Kuć, J. Majszyk,  Dębe Wielkie i okolice we wrześniu 1939 roku, Dębe Wielkie 2009, s. 6-10.